Znamy finalistów Dyktanda z Bogdanowa i Ryczywołu!

W niedzielę, tj. 21 kwietnia, w Bogdanowie i Ryczywole odbyły się ostatnie z eliminacji do III Dyktanda Powiatowego organizowanego przez Stowarzyszenie Bogdanowo - Zawsze Aktywni.
Podobnie, jak przed tygodniem w Rogoźnie, organizatorzy imprezy mieli godnego przeciwnika w postaci słonecznej pogody, która zachęcała do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Pomimo tego, w szczególności w Bogdanowie, musiano wysilić się, aby dostać się do finału. Tutaj bezkonkurencyjną okazała się Stefania Maria Kiwertz wyprzedzając Ewę Ignasiak i Mateusza Żurka. Z Bogdanowa awans zapewniły sobie także następujące osoby: Piotr Desperak, Błażej Pacholski, Michalina Mułek, Alina Piasecka, Przemysław Szrama, Michał Kościjański, Weronika Kozłowska, Abigail Grądzielewska, Paweł Tomczak, Eliasz Szczepski.
W Ryczywole rywalizowano w Szkole Podstawowej. Najlepiej z tekstem poradziły sobie: Olg Kulesza, Renata Jarmuż i Iga Kulesza.
Dodatkowo też organizatorzy postanowili wyróżnić Mikołaja Łukaszyka, ucznia SP nr 4 w Obornikach i zaprosili go także na finał. Odbędzie się on w sali sesyjnej Starostwa w Obornikach w najbliższą niedzielę, tj. 28 kwietnia. Na prośbę uczestników postanowiono przyspieszyć finał Dyktanda o godzinę. Pisanie rozpocznie się więc o godz. 10:00!
Poniżej krótka relacja filmowa z Bogdanowa, a pod nią znajduje się treść dyktanda. Zdjęcia znajdziecie tutaj.
Mrzonki
Było wczesnowiosenne popołudnie. Pogryzając chałkę na przemian z grahamką i popijając coca-colą, przez wiele godzin studiowałam arcyciekawe artykuły z gazety „Poznaj swój kraj” dotyczące zachodniopomorskich zamków, w których przed wiekami mieszkali ciężkozbrojni rycerze w stalowoszarych zbrojach o późnogotyckich ozdobach. Zaś w gazecie „Dookoła świata” przeczytałam, że na kontynencie amerykańskim w okresie przedkolumbijskim istniały wspaniałe cywilizacje i państwa. Moją szczególną uwagą zwróciło królestwo Majów znajdujące się na półwyspie Jukatan. Majowie trudnili się myślistwem i rybołówstwem, kowalstwem, garncarstwem i zdobnictwem artystycznym.
Teraz przed niespełna półgodziną skończyłam jeść sushi według przepisu ze „Świata kuchni”, otworzyłam okno na oścież i zanurzyłam się w błogostanie. Patrzyłam, jak czerwonożółte słońce z wolna zsuwa się w dół linii horyzontu. Krajobraz w sąsiedztwie domu typowy dla Kielecczyzny, a przypominający okolice gór Sudetów lub Gór Sowich, począł ni stąd, ni zowąd pogrążać się w półmroku. Opanowało mnie rozprzężenie i bezczynność. Półleżąc na fotelu wnet pomyślałam, że w sam raz jest pora na drzemkę lub marzenia.
Wyobraziłam sobie, że pędzę beztroskie życie hen daleko stąd na odległej wyspie nieskażonej cywilizacją położonej na Oceanie Spokojnym. Jej przyrodę w przeważającej mierze tworzyły rzadkie okazy ze świata flory i fauny.
Marzenia nie szersze aniżeli miłość od pierwszego dotyku keczupu, aniżeli zapach mokki, niesmak po raju. Prestiż odurza, dystrofia uczuć bruździ jak dyzenteria, ischias i cholera zarazem, ale któż by pośród chimer i chandry, w tym chaosie i hałasie o czymkolwiek pomyślał. Zamiast jakby w półśnie zmierzać z wolna do jaskini, lepiej się spotykać o pół do szóstej co pół roku w Pułtusku przy pół czarnej.