fbpx

Pisali dyktando w Rogoźnie

W niedzielę 14 kwietnia odbyły się w Rogoźnie eliminacje gminne do Dyktanda Powiatowego. Areną zmagań było Liceum Ogólnokształcące im. Przemysława II.

Pierwsza tak ciepła i słoneczna niedziela w tym roku bardziej zachęcała do spędzenia czasu na spacerze, aniżeli do stawienia czoła pułapkom ortograficznym. Nagroda główna w Dyktandzie to 500zł ufundowane przez Ludowy Bank Spółdzielczy w Obornikach, więc jednak śmiałkowie się znaleźli.

Najlepiej z tekstem poradziła sobie Weronika Filipiak, która popełniła 7 błędów. Drugie miejsce zajęła Karolina Kołodziejczak z 8 pomyłkami, a na ostatnim miejscu podium znalazły się 3 osoby: Michalina Pierwoła, Małgorzata Leligdowicz i Błażej Cisowski. Wszyscy zrobili po 9 błędów.

W komisji zasiadali: mgr Emilia Janc, mgr Ewa Zalejarz, Katarzyna Szwed i Marta Kasperska. Autorką tekstu dyktanda jest Dyrektor Biblioteki Publicznej w Obornikach Krystyna Eichler.

Stowarzyszenie Bogdanowo - Zawsze Aktywni, jako organizator, składa serdeczne podziękowania Emilli Janc, Ewie Zalejarz oraz Dyrektorowi LO w Rogoźnie Robertowi Kornobisowi za pomoc w organizacji niedzielnych zmagań z ortografią. Osobne podziękowania organizacja składa Pizzerii Hit i Barowi Kociak z Rogoźna oraz GS Oborniki za ufundowane nagrody.

Kolejne eliminacje odbędą się 21 kwietnia. Tego dnia oborniczanie będą walczyć o finał w świetlicy wiejskiej w Bogdanowie (start godz. 11:00), a ryczywolanie w Szkole Podstawowej napiszą swoje dyktando o godz. 12:00.

Zapraszamy do udziału w eliminacjach Dyktanda (regulamin tutaj), a poniżej publikujemy niedzielne łamigłówki ortograficzne.

"Bogdanowo to nieduża miejscowość, żadna tam metropolia. To urokliwa wieś położona wzdłuż szosy do Poznania. Wokół pola, lasy, łąki, a na nich przede wszystkim wiele różnorodnego ptactwa. Swoje gniazda uwiły tu pustułki, jaskółki, gżegżółki, kszyk, piegża, a wzdłuż szosy do Objezierza spotkać można biało-czarno-popielatą białorzytkę, która z żytem nie ma nic wspólnego. W chaszczach wśród chwiejących się trzcin huczą trzmiele, chrząszcze i żuki.

Mimo wielowiekowej historii nie ma legend związanych z naszą miejscowością. Ale puśćmy wodze fantazji.

Wieś została poważnie zniszczona podczas wojny polsko-szwedzkiej w XVII wieku. Starsi mieszkańcy opowiadają, że do dziś nocami słychać odgłosy oblężenia, harmider, huk dział, wrzaski atakujących, mężne pokrzykiwania obrońców i chrzęst oręża uderzającego o zbroje.

Może wkomponujemy w nasz pejzaż zamek z wieżą, w której mieszkała hoża księżniczka o buźce cherubina i która z tęsknoty za ukochanym bez wahania skoczyła do fosy głową w dół. Dodajmy czarownicę w pobliskim lesie w domku z zawsze żarzącym się paleniskiem. Przydałby się chociaż jeden nietoperz, mosiężny moździerz do ubijania tajemniczych mikstur i starożytny rękopis pełen sekretnych zaklęć.

Myślę, że Rada Sołecka ogłosi wkrótce następny konkurs, na legendę. A może już dziś z okazji tych potyczek z ortografią zrobiono by wyjątek i moglibyśmy kupić coś wyjątkowego i pożytecznego nie płacąc gotówką, czekiem czy kartą, ale dostalibyśmy towar w prezencie? Ale gdzież by znaleźć równie hojny sklep? Chcielibyśmy niewiele, jeden podarunek. Może nim być choćby fiat punto, jasnozielony metalik ze stukonnym silnikiem."